staram się sobie wciskać kit, że jak już wyjedzie to przez ten czas będę miała dużo czasu dla siebie, dla a. dla rodziców. na oglądanie seriali, filmów, musicali. na robienie zdjęć, szóstki weidera*, na naukę do poprawek. bla, bla, bla.
a tak naprawdę to będę siedzieć i gapić się w ścianę odliczając dni do jej powrotu.
jak mam wytrzymać 1,5 miesiąca skoro nie daję rady po jednym dniu?
* koleżanka postanowiła zrobić tylko ostatni dzień i się porzygała :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz